Koncesję mało kto na oczy widział, a tym bardziej mało kto stosował, choć w naszym porządku prawnym mamy ją od jakichś 20 lat. Koncesję na usługi – jeszcze mniej. Tymczasem odnoszę wrażenie, że wiele przedsięwzięć organizowanych przez publiczne podmioty charakter koncesji na usługi ma, ale jest zlecane w innym trybie – czasami bardziej rygorystycznym (ubiera się to w ramy zamówienia publicznego i zleca „normalnym przetargiem”), a czasami dla odmiany bardziej liberalnym (skoro niczego nie kupujemy, to po co nam jakieś procedury). Dlaczego tak jest? Pewnie dlatego, że mało kto o koncesji słyszał – bo jakoś nie chce mi się wyobrażać, że specjalnie jest pomijana. Bo takie są utarte przyzwyczajenia.
Jakiś czas temu trafił do mnie właśnie taki temat. Coś, co pewnie niemal wszędzie u nas jest załatwiane bez stosowania jakichkolwiek przepisów, czasami w drodze jakiegoś konkurencyjnego konkursu, którego przedmiotem jest najem powierzchni, a czasami nawet i bez niego. Jednak chodzi o najem szczególny – bowiem wynajmujący nie tylko chce przekazać określoną powierzchnię w ręce najemcy, ale także chce, aby ten najemca świadczył na tej powierzchni określone usługi. Czyż to nie idealny przykład koncesji na usługi? Najem sam w sobie tylko służy osiągnięciu innego celu, tj. świadczeniu wymaganych przez zamawiającego usług. Jeśli wynajmujący weźmie powierzchnię, będzie płacił czynsz, ale nie będzie realizował usług – zamawiający nie będzie szczęśliwy.
Czytaj dalej